Przestrzeń, minimalizm, funkcjonalny design, świetne kryminały, literatura dziecięca bez tabu, czystość, woda, porządek, IKEA, spokojna jazda samochodem, zieleń, Ingmar Bergman, Ingrid Bergman, drogie parkingi, ABBA, Astrid Lindgren… To tylko niektóre ze skojarzeń, jakie przychodzą do głowy, kiedy zapytasz o Szwecję. A czy komukolwiek mówi coś hasło lagom?
Skąd ten trend i o co tu w ogóle chodzi?

W popularnej sieciówce, w której można kupić książki, prasę i płyty, półki sklepowe uginają się od poradników. Japońska sztuka życia IKIGAI, duńskie (a nawet polskie!) hygge, a wśród nich – kilka niepozornych, niewielkich książeczek (oprawionych w pięknie ilustrowane okładki z ekopapieru) opowiadające o lagom – sztuce życia, którą praktykują nasi sąsiedzi z północy. To tajemnicze słowo właściwie nie ma odpowiednika w języku polskim, ale autorzy w przybliżeniu tłumaczą to wyrażenie jako „nie za dużo, nie za mało, w sam raz”. Jak pisze Linnea Dunne w swojej książce „Lagom. Szwedzka sztuka życia”:

Powszechnie uważa się, że słowo to wywodzi się z używanego przez wikingów wyrażenia „laget om”(dosłownie „dla całej drużyny”) i związane jest ze zwyczajem przekazywania sobie z rąk do rąk rogu z miodem tak, aby każdy mógł napić się przynajmniej łyk.

Żyjemy w czasach powszechnej skłonności do nazywania, definiowania. Możesz żyć według hygge, możesz żyć według lagom – a robisz to wtedy, kiedy dążysz do RÓWNOWAGI. Lagom wiąże się z eliminowaniem wrażenia przytłoczenia, z przestronnością, uproszczeniem, stworzeniem przestrzeni na szczerość. Polega także na poczuciu bycia „częścią całości”, na dzieleniu się odpowiedzialnością. To nowoczesny model podejścia do życia, szwedzki przepis na szczęście – bo czyż nie ze szczęściem kojarzymy sobie Szwedów? Otwarte poglądy, racjonalne debaty, liberalne podejście do trudnych spraw, zaledwie sześciogodzinny dzień pracy, zdrowe podejście do edukacji, życie w zgodzie z naturą, tolerancja dla inności, bycie „eko”, estetyczne i dobre życie. Tak większości z nas maluje się szwedzki krajobraz. Co więcej, w dobie nieustannego pośpiechu, wszechobecnego stresu, zatrucia toksynami i smogiem, walka o harmonię w życiu nierzadko spędza nam sen z powiek. Życie w stylu lagom, o ile przekłada się na wszystkie jego sfery, daje nam jasno określone korzyści – jak pisze Dunne: przestrzeń fizyczną, przestrzeń mentalną, poprawę finansów, poczucie przynależności. W książce czytamy, że lagom może brzmieć jak wymagający wielkiego trudu wysiłek, ale aby żyć lagom, nie chodzi tylko o to, by mieszkać w domu rodem z katalogu IKEI, prowadzić aktywny tryb życia, zdrowo jeść, spędzać czas z najbliższymi, radzić sobie z emocjami czy być ciągle zadowolonym. „Tak naprawdę lagom polega na tym, aby dobre życie było mniej skomplikowane”.

Naturalne tkaniny, jasne kolory, motywy roślinne, przytulność… Tak mieszka się w stylu lagom (źródło: casa-carina.com.pl)

Z początku wszystkie te hasła brzmią być może płytko, powierzchownie. Zastanawiamy się czy naprawdę przerwa na kawę w pracy, wychodzenie z niej o czasie, piątkowe fredagsmys (leniuchowanie w dresie na kanapie z przyjaciółmi), pieczone w domu zdrowe ciasta, pachnące świeczki i spacery po lesie – czy to wszystko może naprawdę zmienić naszą rzeczywistość? Czy Szwedzi naprawdę są lagom, czy wcielenie w życie tych wszystkich zasad pomaga osiągnąć w życiu poczucie harmonii? A może to wszystko zwyczajne brednie…?

Wtem… Bergman!

Dużo ostatnio myślę o szwedzkości. Przygotowując się do pierwszej premiery nowego sezonu oglądam filmy Bergmana, coraz częściej zastanawiam się czy nie skorzystać z niedrogich połączeń lotniczych (i bliskiej odległości Szczecina od Sztokholmu) i nie wybrać się na weekend na północ. Przypominam sobie o lagom, zaczynam wnikać głębiej w temat i nagle… Coś mnie zaskakuje. Jean Béranger, francuski poeta i autor piosenek, pisze w książce „Ingmar Bergman. W opinii krytyki zagranicznej”:

„Autentyczność Bergmana prawie zawsze przekracza sztuczne granice naturalizmu. W wielu przypadkach w jego dialogach daje się odczuć pewna literacka pompatyczność. W żaden sposób nie próbują one wyeliminować nierównego stylu konwersacji na różne tematy.”

Jego zdania, uroczyste i rozbudowane, urywane zakończenia i odpowiedzi, ochrypłe i melodyjne, harmonijnie skandowane, są prawdopodobnie najczystszymi i najpiękniejszymi, jakie kiedykolwiek zostały wypowiedziane na ekranie. Wślizgują się one bez najmniejszego zachwiania równowagi między pejzaże i jeziora, lasy i skały, gdzie wszystko trwa namacalnie dotykalne, pełne drgającej żywotności.

Harmonia, czystość, niezachwiana równowaga, żywotność, pełnia życia… A może dzieła Bergmana można czytać wedle filozofii lagom, co więcej – ukazując zupełnie niepłytki i niepozbawiony sensu jej wymiar…? Bergman raz po raz wymyka się tej teorii, ale zaskakująco często czytając o lagom i myśląc o Bergmanie, można dojść do podobnych wniosków, a co za tym idzie – nie zawsze łatwy w odbiorze Bergman ma szansę stać się bardziej dostępnym. Ale zacznijmy od początku…

Ingmar Bergman na planie zdjęciowym (źródło: www.film.wp.pl)

Dzieła Ingmara Bergmana czytamy jako trudne, obfitujące w symbole, niejasne. Dotykają kondycji człowieka, nieudanych relacji z najbliższymi, cierpienia, samotności, bólu istnienia. Jego filmy postrzegane są czasem jako senna mara, przeżycie transcendentalne, zakorzenione gdzieś głęboko w wyobraźni, w miejscu, do którego trudno dotrzeć. Wiele mówi się o tym, że w swojej twórczości inspirował się własnymi doświadczeniami – dzieciństwem naznaczonym trudną relacją z surowymi, trzymającymi twardą dyscyplinę rodzicami, samotnością, smutnym obrazem młodzieńczych lat. Niektórzy uważają, że do takich filmów jak „Persona” czy „Siódma pieczęć” trzeba po prostu dojrzeć. Niemniej jednak surowość, wyrazistość jego filmów po głębszej analizie zdaje się wpisywać w (nowoczesną przecież) filozofię lagom.

„Przestajemy dostrzegać to, co dobre, jeśli mamy tego za wiele”, pisze w innej książce o tym sposobie życia autorka, Anna Brones. Zawsze pragniemy więcej, „sięgamy po dokładkę”, nie potrafimy zadowolić się tym, co mamy. „Lagom to pomalowanie na intensywny kolor tylko jednej ściany w salonie i pozostawienie pozostałych ścian w bieli, bo przemalowanie wszystkich ścian byłoby zbyt przytłaczające”, pisze z kolei Linnea Dunne. Kolejne strony tej niewielkiej książeczki uświadamiają mi, że styl Bergmana zaskakująco często zbiega się z tym nowoczesnym punktem widzenia. Autorka pisze także o przestrzeni mentalnej:

Kiedy już nauczysz się nabierać dystansu i nie pozwalać, aby myśli wirowały bez sensu, będziesz żyć w sposób bardziej autentyczny i skoncentrowany, akceptując zarówno dobre, jak i złe doświadczenia.

Taką korzyść daje życie w stylu lagom i tak można też patrzeć na wyrazisty styl Bergmana. Skoro mówimy o śmierci czy opuszczeniu, może wystarczy dotknąć emocji pracą cienia i ruchu, „pomalować tylko jedną ścianę na intensywny kolor”? „I’m not trying to make it real, I’m trying to make it alive”, mówi o swoich filmach Bergman w jednym z wywiadów, które można obejrzeć w sieci. Film nie ma odwzorowywać rzeczywistości, chodzi o to, aby „wyjąć” z niej szczegół i „włożyć” go w swój wszechświat, przepuścić przez siebie. Istotą lagom jest natomiast to, aby brać rzeczy takimi, jakie są, aby „stworzyć miejsce na szczerość”.

Sztuka życia lagom mówi też sporo o umiejętności słuchania i przekraczaniu tabu. „Jeżeli wyeliminować z lęków i impulsów emocjonalnych element strachu, wszelkie tabu stają się bezsensowne i łatwiej rozmawia się nawet o najtrudniejszych rzeczach”, pisze Dunnen. Śmierć w „Siódmej pieczęci” przychodzi do mężczyzny pod postacią człowieka (z trupiobladą twarzą, w czarnej szacie, ale jednak – człowieka). Rozmawia z tym, którego chce zabrać, gra z nim w szachy o jego życie (śmierć chwali się nawet, że jest niezłym graczem). Człowiek staje oko w oko ze śmiercią, która jak się okazuje – ma zwyczajną, ludzką twarz. Bergmanowi nie zależy na tym, aby oglądać jego filmy „przez palce”, z przerażeniem, nie stawia na mocne metody, wyrazistość buduje właśnie na zasadzie kontrastu minimalną ilością środków (szwedzki minimalizm?). Według filozofii lagom, trudne sytuacje rozwiązuje szczera rozmowa dwojga ludzi, którzy potrafią się wysłuchać. Czyż nie tak rozmawiają ze sobą także Alma i Elisabeth w „Personie”…?

Oczywista wydaje się być też Bergmanowska wrażliwość na przyrodę:

„Podobna wrażliwość na nastroje i związki pomiędzy naturą a człowiekiem jest szczególnie widoczna we wczesnych filmach Bergmana, w których znaczącą rolę odgrywa szwedzkie lato. Ujawniają to tytuły owych filmów: „Letni sen” (1950); „Wakacje z Moniką” (1952); „Uśmiech nocy” (1955).”

W owych filmach krajobraz letni stanowi albo realistyczne tło akcji, albo też wysuwa się na pierwszy plan i staje się przedmiotem poetyckiego opisu natury. Innym razem przyroda przedstawia jakąś szczególną wartość, i właśnie ze względu na nią istnieje w filmie.

Pisze Maaret Koskinen w rozdziale „To, co typowo szwedzkie u Ingmara Bergmana” („Ingmar Bergman. W opinii krytyki zagranicznej”). Obraz natury u Bergmana nie pełni jednak funkcji jedynie dokumentalnej (o czym dalej pisze w rozdziale autor). Akcja filmu odtwarza zmiany, jakie dzieją się w przyrodzie. „Ze swą połyskliwą wodą, z przestrzenią i światłem – archipelag latem staje się snem (marzeniem) o szczęściu i wolności. Kiedy para powraca do miasta i rzeczywistości, kończy się nie tylko lato, ale także ich miłość.”

Karl Nordström, „Widok na Sztokholm ze Skansenu” (1869)

Kino Bergmana to także przepiękne krajobrazy (tylko popatrzcie na Bałtyk w „Personie”!), reżyserowi nie chodzi jednak o to, by wypełnić obraz nic nieznaczącymi obrazami. W książce o sztuce życia lagom także przeczytamy o niezwykłej sile związku człowieka z naturą. Szwedzka miłość i szacunek do przyrody przekracza jednak pokonaną na pieszo drogę do pracy czy bieganie w parku. Pikniki na świeżym powietrzu (tak często widziane także u Bergmana) są okazją do spotkań i szczerych rozmów, a dalekie leśne wędrówki służą podróży w głąb siebie. W książce przedstawiono nawet krótki słowniczek terminów, z którymi można się spotkać, a które ułatwiają Szwedom zachować równowagę (dla zainteresowanych: poczytajcie o sportlov, motion, friluftsliv i allemannsretten).

Nie chodzi oczywiście o to, aby udowodnić, że Bergman odkrył lagom zanim stało się modne. Widać jednak pewne odbicie Bergmanowskiego dążenia do prawdy (za pomocą silnie oddziałujących na wyobraźnię środków i symboli) w obecnym życiu, którego istotną częścią wydaje się być wsłuchanie się i zajrzenie w siebie. Wszyscy przecież w tym pędzącym bez tchu świecie, dążymy do osiągnięcia równowagi. Dotarcie do punktu, w jakim teraz są Szwedzi (jeśli oczywiście żyją wedle lagom) jest więc procesem, który wymaga pracy głównie nad sobą – nie wyniesiemy go w jednym koszyku razem ze świeczkami z IKEI. Jak sama nazwa wskazuje, jest to PROCES – uważnie obejrzane dzieło Bergmana z pewnością ułatwi drogę „do sedna”, a kiedy przyjrzeć się bliżej – za ambitnym, być może trudnym kinem, kryje się ludzka twarz, która też jest przecież „w procesie”.

Bergman pisał:

Ja staram się jedynie trzymać swego kompasu najlepiej, jak umiem. Ażeby umocnić swoją wolę tak, aby się nie potknąć i nie wpaść do rowu z wąskiej ścieżki, mam (…) mocne i dobre przykazanie, które brzmi: BĘDZIESZ ROBIŁ KAŻDY SWÓJ FILM, JAKBY MIAŁ TO BYĆ TWÓJ FILM OSTATNI.

 

A już jesienią…

O lagom można poczytać, do wieczornych seansów z Bergmanem też nikogo nie musimy zachęcać, a tymczasem my szykujemy dla Was coś niezwykłego. Rozpoczęły się już próby do spektaklu „Fanny i Alexander”, zrealizowanego na podstawie  szwedzko-francusko-niemieckiego dramatu z elementami fantastycznymi z 1982 roku w reżyserii Ingmara Bergmana. Na premierę zapraszamy już tej jesieni, w listopadzie. Film „Fanny i Alexander” był szwedzkim kandydatem do Oskara i zdobywcą nagrody za najlepszy film nieanglojęzyczny, a także ostatnim przeznaczonym dla kin filmem Bergmana (zawierającym wiele wątków autobiograficznych reżysera).

Na planie filmu „Fanny i Alexander” – rodzina Ekdahlów wraz ze służbą (źródło: www.empireonline.com)

Tadeusz Szczepański w książce „Zwierciadło Bergmana” pisze:

„Fanny i Alexander” to film nie tylko o dzieciństwie – jak zwykło się sądzić – ale także o jesieni życia: świadectwo upragnionego i nareszcie osiągniętego przez Bergmana poczucia sérénité, charakterystycznego dla późnej twórczości wielkich artystów. Perspektywa autorskiego spojrzenia na świat przedstawiony oscyluje tutaj pomiędzy dwoma punktami widzenia, dwoma stanami świadomości, które znamionują odmienne stadia ludzkiego życia: blasku dzieciństwa i pogodnego zmierzchu sędziwego wieku. (…)

W Teatrze Współczesnym reżyserii spektaklu podejmuje się Justyna Celeda (znana widzom z reżyserii takich spektakli jak „Raj dla opornych”, „Seks dla opornych” czy „Szkoła żon”), w obsadzie zobaczymy aż dwadzieścia osób (w tym dwoje aktorów gościnnych). To będzie naprawdę duże wydarzenie, na które już teraz pragniemy serdecznie Państwa zaprosić!

  • specjalistka ds. literackich i promocji Teatru Współczesnego w Szczecinie

Ads

facebook