Pokazałem ludzi, którzy przejęli dom w wyniku wielkiego aktu przemocy. Krążą plotki, że poprzedni właściciele zostali zamordowani i różny jest stan wiedzy bohaterów na ten temat, albo jest różny stan wyparcia tej wiedzy – mówi Michał Bajer, dramatopisarz, autor tekstu „Najlepsza wiosna”, którego premiera odbędzie się 3 czerwca na foyer dużej sceny.

Kamila Paradowska: Chciałam zacząć od osobistego wyznania. Poznaliśmy się w 2009 roku, kiedy zaczęłam pracę jako kierownik literacki i wtedy zaczęłam Cię namawiać, abyś napisał tekst dla Teatru Współczesnego w Szczecinie. “Najlepsza wiosna” będzie miała premierę w 2018 roku i jest spektaklem, który towarzyszy końcowi mojej pracy w teatrze na tym stanowisku. Zatem coś się spełniło, namówiłam Cię.

Michał Bajer: Tak. (śmiech) Możesz odejść z czystym sumieniem…

Oczywiście nie tylko ja Cię namawiałam, bo zaproszenie do współpracy wyszło przede wszystkim od dyrektor artystycznej Anny Augustynowicz. O co prosiła cię Anna zamawiając u ciebie tekst dla swojego teatru?

Miałem całkowitą dowolność. I rzeczywiście ten pierwszy sygnał był podany przez ciebie, zanim rozmawiałem z Anną Augustynowicz. Powiedziałaś mi, że jest taka możliwość i było to dla mnie bardzo komfortowe, nie było to zamówienie w żaden sposób formalne.

Wybrałeś Bonnie i Clyde jako alter ego głównych bohaterów, którymi są Maja i Wiktor. Fascynują Cię te postaci – legendarni kochankowie-gangsterzy?

Nie. Bonnie i Clyde’a wprowadziłem zresztą bardzo późno do całości. Wiem jednak, że dziś ludzie nie mają cierpliwości na zupełnie fikcyjne historie, chcą opisu rzeczywistości, którą znają. Nie chcę przez to powiedzieć, że myślenie, które obowiązuje zabija oryginalność, nie na tym to polega. Ludzie pragną nowego spojrzenia na znane rzeczy. Stworzyłem fikcyjną historię o ludziach, zdarzenie wymyślone od a do z. Czułem potrzebę zakorzenienia ich w rzeczywistości, jaką były lata 30. i 40. Uznałem, że Bonnie i Clyde to dobry trop.

W jaki sposób połączyłeś te wątki?

Wśród wielu obsesji człowieka współczesnego uderzyły mnie dwie – pierwszą jest Druga Wojna Światowa, która – co widzimy na co dzień – jest przedmiotem absolutnie żywych dyskusji, kryterium oceny. To jest obsesja ciągle żywa, bolesna, krwawiąca. A drugą obsesją, co chyba świadczy o schizofrenii człowieka współczesnego, jest nostalgia za wyrafinowanym, eleganckim życiem. To coś naturalnego w kontekście wchodzenia w życie drugiego pokolenia po transformacji ekonomicznej. To coś naturalnego dla kapitalizmu, ale w zestawieniu z łatwością, z jaką ocenia się błędy ludzi z przeszłości, tworzy efekt schizofreniczny. Mówię o schizofrenii, bo za taką uważam zbyt ostre oddzielanie sacrum wyobrażeń o wojnie, jako czasie próby gdy wszystko staje się jednoznaczne, od profanum codziennych zakupów w kapitalizmie. To naprawdę zdumiewające, że ludzie na co dzień ogarnięci obsesją konsumpcji z takim przekonaniem tropią i piętnują wszystkie potknięcia przodków, żyjących w ekstremalnych czasach. Pisząc tę sztukę postanowiłem w pewnym sensie „napuścić jedną obsesję na drugą”, umieścić parę fashion victims w środku historii wojennej, spakować dwie obsesje w jedną sytuację. Może to sposób leczenia tej schizofrenii. Przy tym nie chodzi mi o to, żeby kogokolwiek bronić. Bohaterowie sztuki są absolutnie potworni.

Jaki efekt chciałeś uzyskać?

To miał być nowy klucz zinterpretowania tego tematu. Chodziło mi o to, żeby opisać historię rabunków, przemocy wojennej pod kątem nostalgii i pożądania pięknych przedmiotów. Mamy skłonność do określonego myślenia o rabunkach wojennych – że one odbywały się na poziomie czysto bytowych potrzeb, albo z potrzeby wzbogacenia się. Myślę, że tak było, zresztą nie zawsze to były rabunki, czasami to po prostu chronienie się w zastanych strukturach przed deszczem, czy niepogodą. Ale, co widać w Szczecinie, albo we Lwowie, te puste skorupy dawnego życia opuszczonego przez innych, często są po prostu piękne. To była moja obserwacja. Odwróciłem intuicyjne rozumienie tego, jak wyglądało zajmowanie cudzych dóbr podczas wojny, stawiając je poniekąd na głowie. Zrabowane miejsca są piękne, więc wyobraziłem sobie bohaterów, u których zachwyt nie jest jakimś elementem dodanym, tylko głównym motorem działania.

Twoja sztuka nie jest od początku do końca dziejącą się historią, zadajesz w tekście mnóstwo zagadek. Pokazujesz wariantywne sceny albo łączysz je w zaskakujący sposób i to, co się dzieje też nie jest realistyczne, tylko jednak dość abstrakcyjne.

Mówisz o wrażeniu, które się bierze z lektury roboczej wersji tekstu, złożonej do teatru. Przyniosłem tekst, który jest zamknięty, ale jednak jest tam dużo wątków, które zostaną przesunięte, inne bardziej wyeksponowane. Skąd się biorą zagadki? Pokazałem ludzi, którzy przejęli dom w wyniku wielkiego aktu przemocy. Krążą plotki, że poprzedni właściciele zostali zamordowani i różny jest stan wiedzy bohaterów na ten temat albo jest różny stan wyparcia tej wiedzy. Tak działa umysł w konfrontacji z traumą. Mimo wszystkich odstępstw od realizmu, mimo komizmu wielu sytuacji, moim celem – na poziomie całości konstrukcji postaci – była też próba wskrzeszenia teatralnego dramatu psychologicznego. Zdobycie tego pięknego domu wiąże się z traumą, z zabiciem kogoś, jest to moment owiany tajemnicą, niejasny dla bohaterów, oni sami szukają swojej wersji minionych wydarzeń.

Opowiedz jeszcze o procesie powstawania przedstawienia, bo uczestniczysz w próbach. Co Ci daje spotkanie z aktorami? Rozmowy z reżyserką Natalią Korczakowską? Na czym polega to wycinanie, przestawianie, dopisywanie?

Decydujemy się na to, de facto jaką historię opowiedzieć na podstawie tego materiału. Decydujemy się na to, co jest punktem zwrotnym, decydujemy o wszystkim, o kształcie tego tekstu. Nie ma takiej rzeczy, o której byśmy nie dyskutowali. Ani razu nie zdarzyło mi się powiedzieć, że tak ma być, bo tak to sobie wyobraziłem. Ten tekst napisałem cztery lata temu, wysłałem go do teatru i od tego czasu on tam czekał na odpowiednie warunki, przychodząc na próby sam go dość mgliście pamiętałem. Czasami, kiedy ktoś w trakcie prób pyta, czy coś się z czegoś wzięło to nie umiem sobie przypomnieć. Też patrzę na ten tekst dość obcym okiem. Moment zanurzenia się w tę historię jest dość daleko za mną.

To nie jest Twoje pierwsze spotkanie z Natalią Korczakowską. Jak czytasz jej teatr? Jest twórczynią takiego teatru, który Cię wciąga?

Tak, bez wątpienia. Nie widziałem wszystkich jej spektakli, ale te, które widziałem były zawsze co najmniej ciekawą propozycją do przemyśleń. Przedstawienie sprzed kilku lat, „Elektra” zrobiło na mnie gigantyczne wrażenie, które ciągle mi towarzyszy – mówię o nim, bo to tekst klasyczny, ważny dla mnie.

Umiesz nazwać jej teatr? Co jest charakterystyczne dla jej teatru? Co jest tam interesującego?

Jest niesamowicie przemyślany. Myślę, że to jest łączenie spontaniczności z dobrze przemyślaną strukturą, po prostu. Rzadko kiedy spotykam kogoś, kto tak dobrze przemyślał swój komunikat, a zarazem nie ma w tym nic ze sztywnego trzymania się planu. Widać to w jej pracy z aktorami, w której wiele miejsca pozostawia improwizacji. To, co mnie interesuje to też połączenie tradycji kulturowej z nowoczesnością. Ona nieustannie odwołuje się do archetypów, rzeczy z przeszłości, nadając im jednak współczesny wymiar.

Zapraszamy zatem wspólnie na spektakl „Najlepsza wiosna”, który od 3 czerwca pojawi się na foyer dużej sceny Teatru Współczesnego.

Zapraszam.

Michał Bajer (1981). Dramatopisarz, tłumacz, na co dzień mieszka i pracuje w Szczecinie. Jako dramatopisarz zadebiutował „Strażą nocną” (2004), której czytanie w TR przygotował Grzegorz Jarzyna, w tym samym roku Michał Zadara pokazał w Teatrze Starym jego „Studium w szkarłacie”. Nagradzaną sztukę „Verkärte Nacht” wystawił Paweł Miśkiewicz w Teatrze Polskim we Wrocławiu (2005, grana przez osiem sezonów) i Natalia Korczakowska w Studium Dramatu Teatru Narodowego w Warszawie (2006), była też drukowana w węgierskiej antologii dramatu polskiego. „Zjedz serce wroga” (druk w „Dialogu” nr 12/2005) wydano i wystawiono po francusku na festiwalu Universcènes w Tuluzie. „Strefę działań wojennych” pokazała w TR Natalia Korczakowska (2006), wyszła też drukiem w antologii TR/PL. W 2013 roku w „Dialogu” została opublikowana jego sztuka „Innowatorzy”. Najnowszy tekst – „Mówca Ajasa” znalazł się w finale Gdyńskiej Nagrody dramaturgicznej (2014). Michał Bajer jest adiunktem w Katedrze Filologii Romańskiej na Uniwersytecie Szczecińskim, autorem książki „Trzy poetyki z czasów Richelieu. Francuski klasycyzm o dramacie” (Gdańsk, słowo obraz/terytoria). Zajmuje się operą włoską, klasycyzmem, ale też medycznymi i filozoficznymi koncepcjami człowieka w XVI i XVII wieku. Tłumaczy z francuskiego, jest autorem przekładów sztuk Michela Vinavera i Emmanuela Darleya.

fot. Kamila Paradowska

  • kuratorka projektu "Dorosłość", autorka książki "Teraz! Ilustrowana historia Teatru Współczesnego w Szczecinie"

Ads

facebook