Każdy z nas ma swoją wieżę z klocków

Czy potrafimy rozmawiać na temat adopcji? Jak wygląda życie adoptowanego dziecka? Czy każdy może zostać rodzicem adopcyjnym? Na te pytania odpowiada monodram „Wieża z klocków”. O spektaklu i drodze na deski teatru z aktorką Magdaleną Myszkiewicz rozmawiają: Konrad Traczyk, Julia Wróblewska i Paweł Stasieniuk.

Może zacznijmy od początku: skąd wziął się pomysł żeby zostać aktorką?

Jak wieść rodzinna głosi od zawsze lubiłam mówić wierszyki, śpiewać piosenki. Byłam też w teatrze dziecięcym, brałam udział w przedstawieniach, jeździłam na festiwale. W moim przypadku dziecięca zabawa w teatr przerodziła się w prawdziwą pasję, a w konsekwencji w sposób na życie. Najpierw był teatr dziecięcy, później szkoła teatralna, a potem teatr zawodowy.

Co trzeba zrobić żeby zostać aktorem?

Sposobów i dróg jest wiele, wszystko zależy od naszych oczekiwań. Ukończenie szkoły teatralnej daje możliwość grania w teatrze takim jak Teatr Współczesny w Szczecinie, czyli na profesjonalnej scenie. Żeby zagrać np. w serialu czasem wystarczy jedynie pasować do roli i wygrać casting. Na pewno trzeba dokładnie wiedzieć czego się chce, a następnie szukać sposobów realizacji tych zamierzeń.

Magdalena Myszkiewicz, fot. P. Nykowski


Skąd zrodził się pomysł na powstanie spektaklu „Wieża z klocków”?

Spektakl został zrealizowany w ramach Sceny Propozycji Aktorskich. Cały pomysł tego projektu powstał w mojej głowie, a jego początek to oczywiście poruszający tekst Katarzyny Kotowskiej. Ponadto postanowiłam zmierzyć się ze szczególną formą teatralną, jaką jest monodram. Uważam, że każdy aktor powinien doświadczyć tej niezwykłej relacji z widzem.

Dlaczego wybrała Pani temat adopcji?

To temat niszowy, przed „Wieżą z klocków” właściwie nieporuszany w teatrze. Postanowiłam wprowadzić widza w świat emocji bardzo silnych i dla każdego człowieka fundamentalnych. Relacje, które się zawiązują lub ich brak na początku życia determinują wszystko w sposób niewyobrażalny. Miłość i poczucie bezpieczeństwa oraz cierpienie wywołane ich brakiem to główny temat, którym się zajmuję w moim spektaklu. Poza tym, adopcja jest w naszym społeczeństwie tematem nieoswojonym. Bycie adoptowanym jest rodzajem odmienności. Ktoś mówi innym językiem, ma inny kolor skóry, czy – właśnie – urodził się inaczej… w Polsce to nieustannie tematy tabu.

Gdzie szukała Pani wiedzy i inspiracji?

Pierwsza była oczywiście książka Katarzyny Kotowskiej „Wieża z klocków”, na podstawie której powstał scenariusz spektaklu. Inspirują mnie także ludzie od lat zawodowo zajmujący się adopcją: „Fundacja Mam Dom” która była współorganizatorem tego przedsięwzięcia, Magdalena Modlibowska, autorka książek i artykułów prasowych, propagatorka odczarowywania adopcji, która systematycznie wpompowuje do naszej społecznej świadomości kolejne dawki rzeczowej wiedzy na ten temat. „Odczarować adopcję” i „Księga adoptowanego dziecka” to książki wręcz rewolucyjne na naszym rynku. Druga z nich powstała dla dzieci adoptowanych i ich adopcyjnych rodzin – pomaga w budowaniu ich wspólnej tożsamości, to w Polsce zupełna nowość. Magdalena Modlibowska pisze też regularnie artykuły do gazety „Chcemy być rodzicami”. To pierwsza gazeta dotycząca rodzicielstwa, w której jest stała rubryka na temat adopcji.

Magdalena Myszkiewicz w spektaklu „Wieża z klocków”, fot. P. Nykowski


Pomysł na wykorzystanie drewna był od początku, czy były jakieś inne pomysły?

Od początku wiedziałam, że w spektaklu bardzo ważną rolę będzie pełnić scenografia i rekwizyty. Dlatego też zaprosiłam do współpracy Agnieszkę Miluniec i Macieja Osmyckiego. Z jednej strony nie interesowały nas realistyczne gadżety w postaci misiów, laleczek i poduszek, a z drugiej strony chcieliśmy stworzyć klimat domu, jako ciepłego, przytulnego miejsca. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na użycie aluminium i drewna, dzięki czemu powstała oszczędna w formie przestrzeń i wielofunkcyjne urządzenie sceniczne. Arek Buszko (reżyser spektaklu) chciał użyć w spektaklu także formy lalkowej. Maciej Osmycki zrobił prostą i surową w formie, a jednocześnie niezwykle wyrazistą lalkę wyciosaną z kilku kawałków drewna. Mówimy na niego Lalun, bądź Lalunek (śmiech).

Zdarzyło się kiedyś Pani zapomnieć tekst?

Oczywiście.

I co wtedy ?

Jeśli wiem, co mam powiedzieć ratuję się używając innych określeń o podobnym znaczeniu, do momentu aż wrócę do właściwego tekstu. Najgorzej jest z wierszem – wtedy rzeczywiście zapomnienie tekstu jest dużo bardziej dramatyczne i trzeba ratować się jakimś prędko wymyślonym rymem albo przeskoczyć dalej.

Jaki był Pani najlepszy moment w karierze?

Najlepsze sytuacje to te, które właśnie się wydarzają albo dopiero się wydarzą… Na pewno zrealizowanie przeze mnie monodramu jest niezwykle ważnym rozdziałem w moim zawodowym życiu. Jest też kilka takich spektakli, które zawsze będą dla mnie ważne, jak choćby „Wesele” czy „Akropolis”. Jest coś magicznego w spektaklach zespołowych, gdzie można poczuć energię wspólnego bycia na scenie. Dla mnie to jest prawdziwa magia.

Magdalena Myszkiewicz (na zdjęciu z Robertem Gondkiem), „Akropolis”, reż. Anna Augustynowicz, fot. P. Nykowski


Czy ma pani jakiś rytuał po zakończeniu spektaklu?

Po pierwsze nie lubię się śpieszyć. Lubię ze spokojem zmyć makijaż i przebrać się – mieć czas na „zmianę skóry”. Gdy spektakl wymaga dużego wysiłku emocjonalnego zwykle wracam do domu pieszo. Jest wieczór, chłodne powietrze, czasem pada – świat dookoła jest znów realny…

Dlaczego warto przyjść na „Wieżę z klocków”?

Myślę, że spektakl jest ciekawie zrobiony, nietypowo rozwiązany plastycznie, również dzięki projekcjom multimedialnym Katarzyny Pawłowskiej. Wierzę, że może widza zaskoczyć, a nawet urzekać. Poza tym – to jest spektakl o miłości. Z pewnością więc dostarczy widzom sporą dawkę emocji, a zarazem da możliwość spojrzenia na świat z nieco innej perspektywy. Kto nie boi się w teatrze wzruszeń z pewnością się nie zawiedzie.

Dziękujemy za rozmowę.

  • uczeń VI Liceum Ogólnokształcącego w Szczecinie, współpracuje z Twoim Radiem (90.3 FM)

Ads

facebook