Dziś, w kontekście spektaklu „Kaspar Hauser”, prosto z serca pisze grająca tytułową rolę Alex Freiheit.

Wygłuszmy wszystko naszym ciepłem
Wygłuszmy wszystko naszym zapachem
Wygłuszmy wszystko:
Co dociera
Co uwiera
Co wywiera presję
Wygłuszmy to wszystko в пиздец.

Nazywam się Alex. Alex Freiheit. Z Kasparem łączy mnie niemieckie nazwisko. To jest Piotr. Piotr Buratyński. I to jest ta lepsza połowa Kaspara. Kiedy zaczęłam myśleć o Kasparze Hauserze i naszej dwójce w jego roli to myślałam: „Tak, to jestem ja. Ja teraz”. Nieprawda. Kaspar Hauser to po prostu kolejna postać, za którą chcę się schować, dzięki której mogę coś powiedzieć albo przeciwnie: mogę nie mówić już nic:

Moim największym aktem odwagi było wyjście na scenę w 2019 roku
I nieudawanie, że jestem Nową Aleksandrią.
Moim największym aktem odwagi było wyjście na scenę,
gdy nie da się zrobić już nic.
I tak uważam, że największym aktem mojej odwagi jest
niepowiedzenie już nic.
A jednak podejmę rozmowę, miast podejmować rękawicę.
Nie będę już krzyczeć: i to jest prawdziwy test.
Czy jesteśmy w stanie słuchać: „co tam u Ciebie jest?”
Gdy nie ma rozmowy o wielkich rzeczach, o małej przemocy,
o dużych traumach.
I to jest prawdziwy test: czy jesteśmy w stanie słuchać,
jak się ktoś czuje
I po co nie mówi, i po co nie mówisz, i po co nie mówię i po co nie
mówi?

Bardzo trudno jest nie mówić, gdy przez 5 ostatnich lat się mówiło i kształtowało swoją tożsamość poprzez język. Kaspar jest moim kolejnym ratunkiem. Jest bohaterem, dzięki któremu będę mogła na chwilę zastanowić się, po co nie mówię. A przecież mogłabym. Tekst Wassermanna to idealne narzędzie do opowiedzenia o przemocy, a spektakl teatralny pomieściłby spokojnie monolog o okrucieństwie, które spotkało mnie, albo lepiej: innych, innego. Ja jednak Kaspara Hausera widzę bardziej jako opowieść o tęsknocie za uczuciem i niemożności życia z samym sobą. Już tłumaczę:

Twoje muzeum okrucieństwa nie zostało przede mną otwarte
Nie mówisz mi nic, domyślam się tylko
W tym sensie jestem tym, co mówi, że:
„Ta zabawa nie jest dla dziewczynek,
wojna minie, minie, minie
kiedy wróci sen
a teraz śpij, już śpij”
Nie zasypiaj.
Boję się, że zaśniesz i umrzesz w nocy
Jak dzieci lub po prostu jak starcy
Minie wojna, a Ty zaśniesz, ja obudzę się
Z goniącą myślą paniki, że
Wszystko co dla Ciebie zrobiłam
To playlista z piosenkami na Twój pogrzeb, kochanie
Więc nie idźmy dziś na tę wojnę!
Obiecuję, że nie pójdę
Tak, jak mnie o to nigdy nie prosiłeś.
Obiecuję, że dziś zostaniemy w domu.
O patrz, tańczę teraz dla Ciebie na środku pokoju w majtkach z wczoraj
O patrz, tańczę tylko dla Ciebie
Nie mów mi nic, i tak nie powiesz
Wiem, że jesteś smutny, samotny
Że tylko ja Ci daję szczęście
Ja ci je zabieram.
Ja dawkuję Ci szczęście, ja Ci je odbieram.
Jestem uzależniona od wojny.
Jestem weteranką,
która nigdy nie otrzyma orderu
za utracone przez walkę libido.

Kaspar Hauser to dla mnie dwie osoby splątane w jedną. Tak się złożyło, że w życiu (w przeciwieństwie do Kaspara) przeżyłam miłość, dzięki której żyję. Może to wszystko górnolotnie brzmi – te słowa, ten gest przeplatany jakąś poezją. Nieważne. Gdybym miała wskazać, kto z naszej dwójki jest Kasparem – bez wahania powiedziałabym, że on. Bo mówi mniej, bo być może czuje więcej i wszystko jest dla niego prostsze. To jednak byłby wyidealizowany przez miłość obraz. Dlatego jestem tu też ja. Nie jako ta, która będzie krzyczeć za nas wszystkich o przemocy. Nie jako ta, która wykrzyczy, co spotyka współczesnych Kasparów Hauserów. Za to z chęcią pokażę, że Hauser w swoim dążeniu do bliskości popełnił błąd, także ranił i niczym nie różnił się od najzwyczajniejszej osoby, która chce być kochana. Być może także stosował przemoc. Ja się do tego przyznaję, że w walce o wolność i miłość raniłam. Bardzo mi zależy, by ludziom nie stawiało się pomników. Za każdym pomnikiem, nawet tym najbardziej rewolucyjnym i wolnościowym, pewnie kryje się historia przemocy – bardzo chciałabym zamknąć wszystkie muzea okrucieństwa, w tym swoje. Być może dlatego w spektaklu o przemocy bardziej zależy mi, by Hauser nie był pokazany tylko jako piękna ofiara, ale także jako osoba, która po prostu potrzebuje kogoś jeszcze, by móc być pięknym. Myślę, że Kaspar tego nie doświadczył – dajmy mu to. To dlatego jest nas dwóch, dwóch Kasparów, bo gdybyśmy robili to w pojedynkę, to ja byłabym Kasparem-ofiarą, a Piotr byłby Kasparem intrygującym w swym milczeniu. Ja byłabym Kasparem, który rozpętuje wojny w społeczeństwie, a on łagodziłby obyczaje. Dzięki temu, że możemy się połączyć (jak w życiu), możemy pokazać dwie natury Kaspara i nie chciałabym pisać, że jest to dobry i zły Kaspar, nie! To Kaspar, którym społeczeństwo może się zachwycić jak pomnikiem rewolucjonistów (obojętnie w jakiej formie ukazanym) i sprawdzić, czy warto jest się zachwycać takimi obrazami. Jeśli miałabym powiedzieć, co załatwiamy w swoim życiu tym, że mamy szansę zagrać Kaspara Hausera, to odpowiem: chcemy pokazać (bardziej pokazać, niż powiedzieć), że odczuwamy jako ludzie zbyt często presję. Presję tego, by mówić o rzeczach ważnych. Presję, by działać. Presję, by jako Kaspar powiedzieć o tym złym społeczeństwie, co tak naprawdę jest opowieścią o systemie. Nie chcę mówić o systemie, nie chcę już mówić o społeczeństwie. Wolę mówić o tym, że nie wiem jak mówić o przemocy, by nikogo nie zranić. Wolę przyznać się do tego, że być może mówiąc o przemocy naraziłam więcej osób, niż uratowałam. Nie wiem. Nie wiem. Nie wiem. Aktualnie nie wiem też jak reagować na cudzą krzywdę. To dlatego głównym językiem Kaspara Hausera jest muzyka, którą usłyszycie, a którą zrobiliśmy razem z Konstantym Usenko. To dzięki muzyce, czyli sztuce, czyli czymś, co mnie w życiu uratowało przed śmiercią, Kaspar będzie do Was mówił – raczej bez słów, bo może tak jest lepiej, pozwólmy to sobie robić na milion sposobów, bo mój sposób nie działa, bo się poddałam, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto mi powie, że to jest za mocne i że z tym w małych miastach nie dotrę. Nigdy nie umiałam żyć sama, w odosobnieniu, sama ze sobą. Być może dopiero gdy poznałam drugą połowę Kaspara Hausera, zaczęłam żyć tak naprawdę. Być może niektórzy nie umieją żyć sami, być może Kaspar też powinien spotkać kogoś tak czystego w swoich zamiarach, kto umiałby z nim żyć, nie wymagając od niego spektakularnych efektów tego życia. Być może dlatego jest dwóch Kasparów w naszym spektaklu, bo jeśli stawiać mu jakiś pomnik w swej egocentrycznej potrzebie postawienia pomnika, to taki, w którym Kaspar choć przez chwilę pokochał samego siebie.

Spójrzcie na swój czas – leci
Kiedy ostatni raz – w życiu
Wysłuchaliście kogoś
Kto do was woła z pola walki
Kogoś, kto wypalił się dawno
Na marno, na marno
Kogoś kto wypalił się
Za swoje plemię, brzemię
Ple, Brze
Masz tu moją odwagę
Zważ ją sobie na swojej szali
Zważ ją sobie na swojej szali
Szali-szmali, Sza, Szma
To jest moje zaangażowanie
Wszystko to, co poza tą melodią
Żałośnie prostą, żałośnie prostą
Wszystko to, co poza tą
Me, Lo

LUB

Chcę móc pozwolić sobie na kilka:
Niewypowiedzianych słów
Chcę wiedzieć, że mogę
I Ty też możesz
Co, co?
Nie mówić już nic!
Chcę móc pokazać się ze złej strony
Chcę móc pokazać się ze złej strony
Bo szczęście jest złe, nieuniknione
Ale źle jest, gdy szczęście jest
Więc schowaj je w swój rozporek
Zapnij rozporek, bo dzisiaj nie wtorek
Może to czas, by nie zwalać winy
Za wszystko co się dzieje
Na nas tu zgromadzonych.

Fot. Aga Murak

(Fragmenty poezji zawarte w tekście pochodzą z nowego materiału duetu SIKSA pt. „SZMERY W SERCU”, który wykonują na żywo podczas koncertów od września 2019 roku do odwołania. Teksty zostały zawarte dlatego, że udział w Kasparze Hauserze jest przedłużeniem myśli, która idzie za materiałem duetu SIKSA oraz rzeczywistym zamilknięciem, o którym SIKSA mówi podczas koncertów, a w spektaklu ma szansę sprawdzić to w rzeczywistości, bo być może to lepiej – wszak wiele razy ją uciszano, jako dziecko, jako postać sceniczną.)

Ads

facebook