Dlaczego adopcja jest aż tak trudnym procesem i biurokratyczną machiną? Czy rzeczywiście przyszli rodzice muszą być prześwietleni od A do Z, a w życiu człowieka nie ma miejsca na pomyłkę? Czy naturalni, biologiczni rodzice zawsze są czyści jak łza, a tym samym jest to gwarantem dobrej przyszłości ich potomków? O spektaklu ,,Dziecko” w reżyserii Martyny Łyko pisze Katarzyna Knyszyńska.
Adopcja kołem się toczy

Scenografia spektaklu ”Dziecko” wykonana przez Mikołaja Małka do złudzenia kojarzy mi się z nadawanym przed laty teleturniejem ”Koło fortuny” oraz obecną reklamą Kasy Stefczyka. Zielone i białe prostokąty z funkcją obracania oraz podświetlonym, tęczowym u góry panelem to jedyne stałe elementy tego przedstawienia. Półko-szufladki nie wyświetlają jednak liter ani haseł, ale w miarę rozwoju akcji są odkrywane i możemy dostrzec, że zawierają przeróżne przedmioty – laptopa, słodycze, długopisy, a nawet łapkę na muchy. Pierwsza scena spektaklu rozgrywa się w poradni lekarskiej, zatem można sądzić, że to po prostu szafa kartotekowa na dokumentację medyczną. Niemniej jednak górny rząd siedmiu białych pól może sygnalizować nam, że hasłem konkursowym jest ”Dziecko”. A co z pozostałymi trzema polami? Czy w ogóle da się ułożyć z tych pól sensowne zdanie i zgarnąć pulę nagród? Czy wygraną w całej batalii jest dziecko? Czy w ogóle dojdzie do finałowej rundy i głównego lauru – adopcji?

Grasz, czy nie grasz

Z racji moich pierwszych skojarzeń dotyczących tego spektaklu, sztukę wpisuję w ramy programu telewizyjnego, loterii, konkursu. Obowiązek wypełniania dokumentów i zaświadczeń (rodem z profesjonalnego castingu), podchwytliwe pytania, ankiety i ubrane w zielone garsonki urzędniczki (Adrianna Janowska Moniuszko oraz Krystyna Maksymowicz), niczym prowadzące popularnego show. Główną stawką w konkursie jest dziecko. Pomylisz się – wypadasz z gry, a twoja nagroda przepada. Nie ma dobrych i złych odpowiedzi. Każda zostaje zmanipulowana i przekształcona w przeszkodę nie do pokonania. Czy dziecko może być uprzedmiotowione aż tak, żeby było tylko fantem w loterii?

Stawka większa niż…

Głównym wątkiem tego przedstawienia jest niewątpliwie adopcja dziecka oraz szereg działań mających na celu zweryfikowanie potencjalnych rodziców. Pozornie – instytucje dbają o dziecko w taki sposób, aby prześwietlić całe życie przyszłych rodziców, a nawet i dziadków. Odnosi się wrażenie, że urzędniczki w zasadzie robią wszystko, aby do tej adopcji nie doszło. Kazusy prawne i brakujące dokumenty przysłaniają dobro dziecka, które czeka na miłość i dom rodzinny. Ważniejsze jest wytknięcie błędu, wyciągnięcie brudów z przeszłości oraz czekanie na najmniejsze potknięcie tak, żeby Marta (Ewa Sobczak) i Marek (Michał Lewandowski) nie mogli zostać rodzicami upragnionej pociechy. Jest komplet papierów, lecz data jest nieczytelna i cała procedura legnie w gruzach. Czy tak nie jest w programach telewizyjnych, gdzie prowadzący blefują, zadają dwuznaczne pytania z drugim dnem podstępnie licząc na pomyłkę, a widzowie zaaferowani wierzą w dobre intencje i chęci obdarowania uczestników kosztownościami w zamian za dobrą odpowiedź?

“Śmierć wyzwala z ciasnych mieszkań – daj dzieciom polisę”

Główni bohaterowie wydają się być zwykłymi ludźmi, którzy bardzo chcą, a nie mogą wydać na świat potomka. Niczym szczególnym się nie wyróżniają, zdarzy się im przeklinać, mają znajomych z którymi lubią potańczyć w obecności alkoholu. Zupełnie jak każdy z nas. Zgłaszają się do poradni leczenia niepłodności, chwytają się każdej szansy na to aby móc być w pełni szczęśliwą rodziną. Zresztą bacznie obserwując ich zachowanie, można domyślić się i stwierdzić, że dziecko dopełniłoby ich związek. Istotnie czuć między nimi napięcie związane z bezpłodnością, być może przechodzą kryzys? Kochają się, nie szczędzą czułości i pocałunków, lecz już na pierwszy rzut oka widać, że czegoś im brakuje. Potwierdzeniem tego są bezpośrednie słowa Marka ”My potrzebujemy dziecka” oraz puszczane na początku i końcu spektaklu krótkie filmiki, które przedstawiają już Martę i Marka jako rodziców. Rodziców zmęczonych biegunką, ząbkowaniem, gorączką, ale będących szczęśliwą rodziną. Przełom małżeństwa wydaje się być zażegnany.

Przed wejściem na widownię szczecińskiej Malarni jak i bezpośrednio przed rozpoczęciem przedstawienia, można usłyszeć wydobywające się z głośników komunikaty, reklamy odnoszące się do rodziny i dzieci. Posiadanie rodziny jest przedmiotem reklamy i czystego marketingu. Polisa ubezpieczeniowa dla dzieci, suplementy i leki dla dzieci, rodzinny odpoczynek oraz usługi ze zniżką dla rodzin z dziećmi to karty przetargowe wielu firm, które bazują na ,,chęci” dania dzieciom wszystkiego co najlepsze. ”Silikonowe szczoteczki do dziąsełek, kaczuszka do wanienki, pieluszki, nocniczki, oszaleć można”- to słowa głównej bohaterki, która ewidentnie czuje przesyt.

Zarzut – adopcja

“Dziecko” to drugi – zaraz po “Wieży z klocków” w reżyserii Arkadiusza Buszki – spektakl, który pokazuje stygmatyzację rodziców adopcyjnych, którzy w oczach urzędników i obecnego prawa adopcyjnego są traktowani jako podejrzani, potencjalni złoczyńcy i zagrożenie dla ich przyszłych dzieci. Oba spektakle rotują wokół tego samego tematu oraz posługują się lalkowymi animantami. Warto pójść do teatru, aby zobaczyć czym tak naprawdę jest adopcja zarówno dla rodziców, jak i dzieci.

Ads

facebook